| Strona główna | Wiadomości bieżące | o Wierzenickiej Ziemi | Pismo | Czytelnia | Księga Gości | linki |
|
|
Zdjęte za czasówksiędzaDominiczka leżały na strychu potem w drewutni - szopie, (dobrze, że ich nie spalono), aż Maciej Dominikowski zlitował się nad nimi i bardzo, bardzo zniszczone zabrał do siebie. Przedtem zdobiły kościół, wisiały na ścianie między prezbiterium a nawą. W końcu mało kto pamiętał, że one tam były, dopiero stare zdjęcia przypomniały o nich. Na tych przedwojennych wisiały one z tyłu w węższej części nawy, bliżej chóru.Dobrze byłoby- mówił do nas Maciej, odnowić je.Są stare, bardzo stare i mają swój urok -dodawaliśmy. Pani Iwona Walent przypomniała sobie, że ksiądz Dominiczak zaczynał coś przy nich robić.Któregoś roku, dwa może trzy lata temu w swoich wędrówkach po okolicy spotkaliśmy turystę. W rozmowie okazało się, że mieliśmy dużo wspólnych tematów. Normalną koleją rzeczy rozstaliśmy się. W tym roku spotkaliśmy się ponownie. Zainspirowany obchodami 850 - lecia, trafił do nas i powiedział, że chciałby też wnieść swój wkład w to dzieło. Okazało się, że jest stolarzem wykonującym meble stylizowane a żona sztukatorem.Może byśmy coś odnowili ? Mamy w tym wprawę. Poza pracą zawodową czwarty rok zajmujemy się renowacją rzeźb.Kiedy ponownie spotkaliśmy się, pokazali zdjęcia, obrazujące jaką pracę ostatnio wykonali. Okazało się, że gdzieś już te figury widzieliśmy. Przyciągały naszą uwagę. Podpowiedzieli, w Łeknie a są to rzeźby św. Teresy i św. Antoniego. Wówczas zaproponowaliśmy, a może odnowią nasze wierzenickie figury. Zgodzili się mimo, że już wcześniej mówiliśmy o braku funduszy na ten cel. Powiedzieli,to nic, my to zrobimy. Człowiek nie żyje tylko dla siebie, czasem warto rozejrzeć się wokół i ofiarować coś innym.Przyjechali 4 sierpnia, zabrali bardzo zniszczone figury, jednej brakowało rąk, druga miała odłupaną część twarzy. Obie prawie nie miały stóp i szereg innych uszkodzeń. Zastanawialiśmy się czy dadzą radę uporać się z tym zadaniem do 6 grudnia. Po paru dniach odpowiedzieli, że tak. W międzyczasie obejrzeli kościół patrząc na kolorystykę wnętrza. Na dwa tygodnie przed tym terminem zobaczyliśmy co już zrobili i oniemieliśmy z wrażenia. Jak nowe. Mając w pamięci ich stan zdaliśmy sobie sprawę ile trudu włożyła rodzina państwa Piaseckich ze Swarzędza, aby dokonać renowacji figur. Pani Maria, panowie Krzysztof i Adam (syn) opowiedzieli jak to się odbyło. Najpierw, po obfotografowaniu, było czyszczenie wstępne z resztek danych wymalowań. Potem żmudna, benedyktyńska wręcz, praca pana Krzysztofa polegająca na wypełnieniu za pomocą strzykawki każdej dziurki płynem trującym owady. Powtórzenie tego zabiegu i 3 tygodnie rzeźby spędziły bez dostępu powietrza, by ostatecznie zlikwidować drewnojady. Kolejnym etapem było uzupełnienie, dorobienie z drewna lipowego, brakującej pary rąk, fragmentów płaszcza jednej z figur, części stóp i loczków obu, przyklejeniu części twarzy. Większość tego robił pan Adam - snycerz. Ludowy charakter rzeźb, których twórca nie kierował się anatomią a swoim wyobrażeniem nie ułatwiał mu pracy przy odtwarzaniu rąk. Zwłaszcza ich ułożenie nastręczało dużo problemów. Ze stopami było lepiej, nieuszkodzona służyła za wzór. Każdy przyklejony element musiał odpowiednio długi czas schnąć. Następnie została przymocowana odłupana połówka twarzy i uzupełnione drobniejsze braki. Potem trzykrotne szpachlowanie i szlifowanie. Tak przygotowane rzeźby z rąk panów przeszły w ręce pani Marii. Nałożyła ona najpierw specjalny grunt, potem naniosła kolejno warstwy wstępne, końcowe i cieniowania. Po przymiarce w kościele doszły złocenia i końcowe zabezpieczenie przed wilgocią. Kiedy rozmawialiśmy w ich domu przed wyjazdem na przymiarkę, pojawiła się ciekawa kwestia. Pan Adam zapytał, dlaczego mówimy na te rzeźby aniołki, anioły powinny mieć skrzydła. Mogliśmy odpowiedzieć tylko tyle, że takie ich określenie funkcjonuje wśród parafian. Figury mają ponownie swoje miejsce w naszym kościele przydając mu blasku. A we wdzięcznej pamięci parafian pozostaną państwo Maria i Krzysztof Piaseccy wraz z synem Adamem za przywrócenie im świetności. Jeszcze raz serdeczne dziękujemy i Bóg zapłać.
O swoim dziadku wspominaLeszek Lesiczka.
Leszek Lesiczka
O kałużach
w alei kasztanowej między krzyżem a figurą
A.H.S.
Ewa J. Buczyńska
Włodzimierz Buczyński
Maciej Dominikowski